środa, 14 sierpnia 2013

Od Markusa

Wlokłem się poprzez las. Dokuczał mi głód, lecz nie miałem siły, by coś upolować. Mówiąc krótko, śmierć była już blisko. Ale nie chciałem tak po prostu się poddać. Ciągnąłem się dalej. Nagle usłyszałem czyjś głos. Skierowałem się w tamtym kierunku. Zobaczyłem psowatą, ćwicząca jakieś sztuczki z ogniem. Nadepnąłem na gałązkę, rozległ się cichy trzask. Odwróciła się szybko, uważnie obserwując las. Nie zauważyła mnie. Powoli wróciła do zaklęć. Patrzyłem jeszcze chwilę. Nie spodziewałem się spotkać kogokolwiek w tych okolicach. To mogło mnie uratować, wystarczyło tylko zawołać. Jednak bałem się. Wolałem umrzeć naturalnie niż zostać rozszarpanym. Zawróciłem. Nie starczyło mi siły na daleką wędrówkę. Poruszałem się powoli, każdy krok sprawiał mi ból. Musiałem się zatrzymać. Nagle poczułem na sobie czyjś wzrok. Podniosłem łeb. Przede mną stała ta, która ćwiczyła na polanie. Ta, która się odwróciła. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, lecz nie wyglądała agresywnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. W jednej chwili ogarneła mnie słabość i osunąłem się na ziemię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz