Z bliska wyglądał jeszcze gorzej niż z oddalenia. Ledwo oddychał. Intrygował mnie. Obeszłam go dookoła. Zastanawiałam się, w jaki sposób przetransportuję go do jaskini. Wreszcie wpadłam na pomysł. Zerwałam olbrzymi liść z pobliskiej rośliny. Położyłam go na ziemi i przeturlałam na niego nieprzytomnego chudzielca. Złapałam zębami za koniec szczypułki i zaciągnęłam go do mojej jaskini. Ułożyłam na moim legowisku. Nie oprzytomniał. Potrzebował jedzenia. Wybiegłam z jaskini i upolowałam zająca. Mięso miało w sobie sporo wody, więc mogło też zniwelować pragnienie. Położyłam je przed nim. Tylko, jak go obudzić? Nagle wpadłam na pomysł, nachyliłam się nad nim i piskliwie szczeknęłam mu do ucha. Drgnął. Powolutku otworzył oczy.
- Jedz. - powiedziałam i podsunęłam ścierwo bliżej. Zauważył to. Spróbował się podnieść. Przeszłam na jego drugą stronę i podparłam. Ułożył się na łapach i delikatnie złapał mięso w zęby. Oderwał kawałek i zaczął przeżuwać. Usiadłam u wejścia do groty i obserwowałam otoczenie. Słyszałam dźwięk kruszonych kości. Widocznie posiłek dał mu dość sił, by wytworzyć odpowiedni nacisk w szczękach. Następnie moich uszu doszło westchnienie i wreszcie ciche słowa:
- Dziękuję. - odwróciłam się. Opierał się dość niepewnie na łapach i patrzył na mnie z zaciekawieniem w oczach. Podeszłam do niego i lekko popchnęłam z powrotem na posłaniu.
- Nie wstawaj bo znowu odpłyniesz. - posłuchał, lecz nie do końca. Nadal unosił łeb.
- Kim jesteś? - spytał.
- Nazywam się Seremia, a ty?
- Jestem Markus. Pomogłaś mi. Czemu?
- Bo, po pierwsze, śledziłeś mnie, po drugie, wyglądasz jak kościec, a po trzecie, mam zamiar zwerbować cie do naszej sfory.
- Do sfory?
- Jak na razie babskiej sfory. Bo facetów jeszcze tam nie mamy.
- Aha.
- To co, zgodzisz się?
- A mam jakiś inny wybór?
- Nie.
- To po co pytasz?
- Bo potrzebuję twojej zgody, niezależnie, czy dobrowolnej, czy wymuszonej.
- A jak się nie zgodzę, to mnie gdzieś wyrzucisz, mam rację?
- Aż tak okrutna to nie jestem.
- Czyli troszkę mniej.
- Dokładnie. - spojrzałam na niego i zaraz oboje się uśmiechnęliśmy. Taka wymiana zdań jest wielce zabawna. - No to, jak się tu znalazłeś? W tej okolicy?
- Tak tylko łaziłem.
- I nie polowałeś?
- Polowałem, ale na małe posiłki, i wreszcie nie miałem już sił.
- Ach tak. - nie chciał mi nic powiedzieć. Widziałam to. - Wiesz, lepiej będzie, jak się jeszcze prześpisz. - położył łeb na łapach i zamknął oczy. Po cichu wymknęłam się z jaskini. Poszłam nad jeziorko i złapałam siedzącego tam dzika. Idealne śniadanko. Wgryzłam się w polędwice, wyrwałam ją i resztę mięsa schowałam w krzakach. Byłam strasznie głodna. Połknęłam tą porcję prawie w całości. Poszłam z powrotem do domu. Wciąż spał. Położyłam się u wejścia. Nie miałam zamiaru zasypiać, lecz mój mózg mnie nie słuchał. Wydawało mi się, że tylko mrugnęłam, ale gdy otworzyłam oczy był już wieczór. Poderwałam się. Legowisko było puste. Wyszłam na dwór. Próbowałam złapać trop. Był dosyć świeży. Udałam się tym śladem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz